poniedziałek, 8 lutego 2016

Rozdział 1 : Stranger

Witam na moim blogu !


Jeśli lubicie czytać różne opowiadania, zapraszam ! Jeśli przeczytacie, zachęcam do komentowania. Bardzo chętnie dowiem się co myślicie, zwłaszcza, że to mój pierwszy blog i pierwsze moje opowiadanie, które przeczyta ktoś więcej niż ja :D

Pierwszy rozdział dedykuję 
Adze, która jako pierwsza go przeczytała i powiedziała, że "zapowiada się nieźle", po czym zmusiła mnie do wysłania jej kolejnego fragmentu :D 
oraz Carrie, która zachęciła mnie do udostępnienia go i jako bardziej doświadczona, wskazała błędy i pomogła mi je poprawić :)

Zatem zapraszam do czytania i koniecznie dajcie mi znać co uważacie. Powinnam to kontynuować ? A może dać sobie spokój ?



                                                                                                                                                      ~S





Rozdział 1 : Stranger


~ * ~   ~ * ~     ~ * ~     ~ * ~ ~ * ~ ~ * ~    ~ * ~   ~ * ~     ~ * ~ ~ * ~  ~ * ~    ~ * ~     ~ * ~     ~ * ~    ~ * ~     ~ * ~ 

Urywki wspomnień przemykały przez jej głowę i znikały.  Starała się je zapamiętać i ułożyć w logiczną całość. . . Przygotowania do imprezy. . . Rozmowa z nieznajomym przy barze. . . Nawet nie pamiętała jego twarzy. Jedynie fragmenty rozmowy. . . Później ktoś ją napadł pod klubem . . .Dlaczego ? Nie pamiętała. Tylko ułamki sekund . . .Może był to rabunek albo . . . Nie chciała o tym myśleć. . . Kolejny urywek. . . Leży na ziemi. . . Ktoś jej przyszedł z pomocą. . . Jakiś mężczyzna. . . Jego twarz była zamazana . . . Jakby przysłonięta gęstą mgłą. . .  Później chyba straciła przytomność, bo nie mogła sobie przypomnieć nic więcej. . .

Przestała myśleć o tym co było.  Zamiast tego spróbowała odnaleźć się w teraźniejszości.  Otworzyła oczy i zaczęła się rozglądać. Było ciemno. Widziała tylko słabe światło lampki stojącej na stoliku w rogu jakiegoś pokoju. W jej głowie krążyła cała masa pytań : 
"Gdzie ja jestem ? Jak się tu znalazłam ? Czyje to mieszkanie ?"

Spróbowała podeprzeć się lewą ręką i lekko podnieść by móc lepiej przyjrzeć się otoczeniu. Poczuła jedynie silny, przeszywający ból w okolicy lewego obojczyka, a następnie ciepło w tym miejscu i z powrotem upadła na posłanie. Czuła, że zaczyna odpływać. . . Obraz, do tej pory i tak słabo widoczny, zaczął się rozmywać. Zanim straciła przytomność zdążyła tylko zauważyć zbliżający się do niej cień jakiejś postaci i usłyszeć słowa :

- Odpoczywaj. Wszystko będzie dobrze. . .

Otoczyła ją ciemność i zapadła w głęboki sen. Przyśniły się jej wakacje u dziadków. Miała wtedy może 7 lat. Byli w ich rodzinnym domku nad jeziorem. Ona bawiła się przed domem razem z Watsonem - owczarkiem niemieckim dziadków. Słyszała babcię, która najpierw śpiewała w kuchni, piekąc ciasteczka, a później krzyczała na dziadka, gdy ten próbował wykraść kilka dla siebie i dla niej :

- Zostaw to. Jeszcze gorące, będą was bolały brzuchy.

Jednak dziadek nigdy nie słuchał i zawsze przynosił  kilka świeżo wyciągniętych z piekarnika ciasteczek z czekoladą i rodzynkami.

- Rosie, sama wiesz, że to mit. Zawsze wykradam Ci ciasteczka i jeszcze nigdy nic mnie po nich nie bolało. Najwyżej dłonie. A to akurat Twoja sprawka, bo zawsze po nich obrywam. 

- To prawda babciu, mnie też nigdy brzuch po nich nie bolał. - zawołała przez okno.
Po chwili dziadek przyniósł im ciasteczka i zajadali się nimi, oczywiście dzieląc się z Watsonem.

- Są pyszne ! - zawołała razem z dziadkiem. 
Nie musiała widzieć twarzy babci, żeby wiedzieć, że się uśmiecha.

Wakacje u dziadków. Jedne z najszczęśliwszych  wspomnień jakie miała, zawierały jednocześnie jedno z tych złych. . . Dobrze, że go nie pamiętała. . .

Zaczęła się powoli budzić. Obraz powoli nabierał ostrości. Zobaczyła szaro-karmelowe ściany dużego pokoju. Leżała na ogromnym łóżku, ustawionym na przeciwko okna, które zajmowało ponad połowę powierzchni całej ściany. Po prawej stronie  stała duża, nowoczesna szafa, a jakieś dwa metry od niej, w kącie, obok okna - biurko z lampką, którą widziała wczoraj. Nad biurkiem wisiał obraz przedstawiający jakiś dworek lub raczej pałac. Był namalowany ciemnymi kolorami i budził smutek.

Zaczęła się w niego wpatrywać dlatego  nie zauważyła kiedy w drzwiach pokoju ktoś się pojawił. Był to wysoki, szczupły brunet o niebieskich oczach. Miał na sobie czarne dżinsy i biały t-shirt.

- Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej. - powiedział. Miał miły, miękki a jednocześnie bardzo męski głos. 

- Tak. . . chyba tak.

- Długo byłaś nieprzytomna. Straciłaś dużo krwi.

- Krwi ? - zdziwiła się.

Dopiero teraz sobie przypomniała . Dotknęła bolące miejsce  prawą dłonią, jednocześnie starając się je zobaczyć. Bluzkę w tym miejscu miała rozciętą. Prawdopodobnie w celu założenia kompresu. Miejsce od szyi do ramienia było pokryte dużą ilością gazy i bandażu. Przez opatrunek przebijała krew. Popatrzyła na nieznajomego.

- Co się stało ? Nic nie pamiętam. 

- Ktoś Cię zaatakował pod klubem Zaćmienie. Akurat tamtędy przechodziłem i udało mi się go powstrzymać zanim zdążył zrobić Ci coś więcej. Niestety zrobiłem to i tak trochę za późno. Zanim Cię tutaj przyniosłem straciłaś sporo krwi... - powiedział nieznajomy, jednocześnie podchodząc do łóżka i siadając na jego brzegu.

- A gdzie ja w ogóle jestem ? 

- Jesteś w moim mieszkaniu. . .

- Ale dlaczego nie zawiozłeś mnie do szpitala albo nie wezwałeś pogotowia tylko przywiozłeś tutaj ?

- Dlatego, że znam się trochę na ranach i mieszkam całkiem niedaleko od tego klubu. Wykrwawiłabyś się całkowicie zanim dojechałabyś do szpitala, nie mówiąc już o czekaniu na pogotowie.  

Zastanawiała się przez chwilę co powiedzieć.

- Więc prawdopodobnie uratowałeś mi życie. Dziękuję.

- Nie ma za co. - nieznajomy się lekko uśmiechnął. Jednak jego oczy ciągle pozostawały smutne. - Muszę zmienić Ci opatrunek.

Wstał z łóżka i skierował się do biurka, na którym leżały bandaże i środki dezynfekujące. Następnie usiadł  przed nią znacznie bliżej niż wcześniej. 

- Może troszkę zaboleć.

Kiwnęła głową na znak, że rozumie i odwróciła wzrok, by nie zobaczyć rany. Nie lubiła widoku krwi. Nieznajomy powoli i delikatnie zaczął ściągać bandaże. Czuła lekkie pieczenie ale spodziewała się czegoś więcej.

- Nie jest tak źle. - powiedziała. 

Nieznajomy nic nie powiedział tylko sięgnął po wacik i nasączył go płynem odkażającym, a 
następnie zaczął delikatnie oczyszczać miejsce wokół rany. 

- Auu ! 

- Uprzedzałem, że może trochę zaboleć.

Gdy skończył dezynfekować zranienie, zrobił nowy opatrunek z czystych bandaży.

- Gotowe. 

- Dziękuję. 

Pochylił się nad nią. Nie wiedziała co robi, dlatego poczuła się trochę niezręcznie, a po chwili jeszcze bardziej, gdy oparł swoje dłonie  na poduszce, którą miała pod głową. Zauważył jej zdezorientowanie i się uśmiechnął. Później, przez cały czas patrząc  w  błękitne oczy dziewczyny, poprawił  poduszki pod jej plecami. Gdy zorientowała się co robi, zrobiło jej się trochę głupio, gdyż pomyślała o czymś innym. Spuściła wzrok i  bezwiednie skierowała go na jego tors. Przez całkiem luźną koszulkę było widać, że jest  dobrze umięśniony. Musiała przyznać, że jest bardzo pociągający. 

- Pewnie jesteś bardzo głodna. Przygotuję Ci coś do jedzenia. - powiedział, gdy skończył. Wstał i skierował się w stronę drzwi.

- Nie musisz, na prawdę. Zresztą powinnam już iść. - spróbowała się podnieść. Bezskutecznie. Ramię znowu zaczęło ją boleć, a w oczach jej pociemniało.

- Nigdzie nie pójdziesz w takim stanie. Jesteś zbyt słaba.

Uświadomiła sobie, że chyba ma rację.

- Zaraz wracam. 

- Ok, raczej nigdzie nie ucieknę. 

Wrócił po kilku minutach. W lewej dłoni trzymał szklankę soku pomarańczowego, a w prawej talerz z kanapkami. Postawił je na stoliku obok łóżka, a następnie poprowił poduszki tak by mogła swobodnie siedzieć. Następnie usiadł obok niej na krawędzi łóżka i podał jej talerz. Była głodna, jakby nie jadła od kilku dni.  Jednak gdy chciała sięgnąć po kanapkę, zawahała się. Uratował jej życie. To powinno jej wystarczyć. Nie chciała swoją obecnością sprawiać więcej problemów. Poza tym, wcale go nie znała. Chociaż jego twarz wydawała się znajoma. To on ją uratował, więc to pewnie jego zamgloną twarz miała we wspomnieniach. Ale miała wrażenie, że spotkali się już wcześniej.

- Powinnam wrócić do swojego mieszkania.

Wzrokiem wskazał na talerz z kanapkami. Wzięła jedną i zaczęła jeść. Nieznajomy podszedł wtedy do biurka, a gdy wrócił, położył na jej talerzu jakąś tabletkę.

- Przeciwbólowa- powiedział - Dodatkowo też wspomagają proces gojenia. - podał jej sok stojący na stoliku.

Przełknęła tabletkę i kontynuowała jedzenie kanapki.

- Uratowałeś mnie a ja nawet nie wiem jak masz na imię.

- Artur. 

- A ja ... - nie dokończyła mówić, gdyż nowo poznany mężczyzna jej przerwał.

- Sara. 

 Popatrzyła na niego ze zdziwieniem. Zmieszał się. 

- Wiem, bo ...  sprawdziłem Twoje dokumenty.  - skłamał. Wiedział to dużo wcześniej.

- Ahaa . . .

- Przepraszam, nie powinienem był tego robić.

- Nic się nie stało. Też bym chciała wiedzieć, kogo uratowałam.

Milczeli przez kilka chwil.

- O nie ! - krzyknęła - Całkiem zapomniałam.

- Co się stało ?

- Rodzice pewnie się o mnie martwią. Obiecałam, że dzisiaj do nich przyjadę. Tak jak zawsze w 
niedzielę. 

- W niedzielę ? 

- No tak. Czy jest w tym coś dziwnego ?

- No bo. . . dzisiaj jest poniedziałek.

- Co ?! - wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia.

- No tak. Znalazłem Cię w sobotę wieczorem, można nawet powiedzieć, że w niedzielę, bo było już po północy. Cały dzień byłaś nieprzytomna. Odzyskałaś świadomość dopiero w niedzielę wieczorem, ale tylko na kilka sekund. 

- Tym bardziej powinnam zadzwonić do rodziców.

- Oczywiście. - podał jej telefon.

Sara prawie natychmiast po tym jak nacisnęła klawisz wybierania, usłyszała głos mamy.

- Cześć mamo. . . . Przepraszam, że wczoraj nie przyjechałam ani was nie uprzedziłam, że nie przyjadę ale miałam mały wypadek. . . . . Nie, nic mi nie jest ale musiałam wyjaśnić na komisariacie kilka rzeczy . . . . . W tym tygodniu mam trochę pracy ale postaram się przyjechać w następną niedzielę . . . . . Noo, przepraszam, że przeze mnie musieliście się martwić . . . Do zobaczenia, papa.

Rozłączyła się.

- Okłamujesz rodziców w takiej ważnej sprawie ?

- I tak mają dużo problemów. Nie chcę, żeby jeszcze martwili się o mnie. Dam sobie radę, jestem dorosła.

- Jak uważasz. 

- Właśnie, powinnam już iść. - powiedziała i wstała z łóżka. Dopiero po chwili sobie uświadomiła, że jeszcze przed chwilą nie miała energii, by chociażby ruszyć ręką. Ciągle nie odzyskała pełni sił ale już prawie nie czuła bólu. Czuła się już całkiem dobrze. - Co do ... ? - popatrzyła z przerażeniem na Artura. - Coś mi podałeś ? Co to była za tabletka ? - "Jaka ja jestem głupia. Połknęłam jakąś pigułkę, a nawet nie wiedziałam co to jest."

- Lekarstwo. Jak widać pomogło.

- Tak szybko ? - ciągle patrzyła na niego przerażona. - Na prawdę muszę już iść. - Zabrała swoją kurtkę z fotela, który stał obok oraz buty, które znalazła obok łóżka. Z trudem zawiązała sznurowadła. Ręce się jej trzęsły z przerażenia. "Kim jest ten facet ? Co takiego mi podał ? Przecież leki przeciwbólowe nie działają tak szybko i nie są na tyle skuteczne, żeby usunąć tak duży ból. " Gdy ubrała botki, skierowała się w stronę drzwi prowadzących z pokoju. Nieznajomy stanął w nich i nie pozwolił jej przejść.

- Nie mogę Cię wypuścić. Ten wariat może gdzieś tam biegać po mieście. A co jeśli znów Cię złapie i tym razem nie uda mi się Cię uratować ?

- Jakie złapie ? Przecież na mnie nie poluje. - bo niby czemu ktoś miałby na nią polować ? Chcąc nie chcąc, takie ataki się zdarzają. Tym razem trafiło na nią. - Dlaczego tak się o mnie martwisz ? Przecież wcale mnie nie znasz ?

Nic nie powiedział.

- Wypuść mnie.

- Nie mogę. 
Zaczęła bać się jeszcze bardziej. Powiedział, że uratował jej życie. Ale skąd mogła wiedzieć, że to prawda. Może to on ją zaatakował ? Nie mogła tego wiedzieć.  Jednak czuła, że on by nie mógł tego zrobić. Ale nie mogła mieć pewności. Nie pamiętała prawie nic z tamtej nocy a  przeczucie tyle razy już ją zawiodło. Rosło w niej przerażenie.

- Proszę, wypuść mnie. - powiedziała prawie ze łzami w oczach.

- Nie musisz się mnie bać. Nigdy bym Cię nie skrzywdził. Uwierz mi. Proszę. . . - widział, że jest kompletnie przerażona, ale jednak dostrzegł wahanie w jej oczach.

Jej serce biło tak szybko, jak nigdy wcześniej. No może raz. Nie wiedziała co ma robić. Coś jej mówiło, że może mu zaufać. Ale przecież już nie raz to czuła, a później spotykał ją tylko zawód i cierpienie. Stała jak sparaliżowana ze łzami w oczach.

Artur zrobił krok w jej stronę.

- Proszę, nie podchodź. - powiedziała równocześnie robiąc krok w tył.

- Nie bój się. Przysięgam, że Cię nie skrzywdzę. - powiedział i podszedł do niej.

Tym razem się nie cofnęła. Przytulił ją, a ona się rozpłakała. Emocje, które zawsze przed wszystkimi ukrywała wypłynęły z jej wnętrza na powierzchnię. Poczuła ulgę i jeszcze jedno dziwne dla niej uczucie. . . uczucie, którego dawno nie doświadczyła - poczucie bezpieczeństwa. Od tak dawna udawała, że jest twarda i, że z nią wszystko dobrze. Ale nie było. Nie chciała by rodzice, a nawet przyjaciele wiedzieli i się martwili. Przy tym mężczyźnie czuła swobodę i nie musiała udawać innej osoby. A przecież wcale go nie znała. . . 



~ * ~   ~ * ~     ~ * ~     ~ * ~ ~ * ~ ~ * ~    ~ * ~   ~ * ~     ~ * ~ ~ * ~  ~ * ~    ~ * ~     ~ * ~     ~ * ~    ~ * ~     ~ * ~ 

2 komentarze:

  1. Bez przesady. Pomogłam tylko w tym, co zauważyłam :).I widzę, że te wielokropki to Twój znak rozpoznawczy :D
    "Bardziej doświadczona" Ja? U mnie czasem roi się od błędów :D Zależy w jakim czasie coś napiszę i jak bardzo tekst mi się zlewa przed oczami :D

    A co do opowiadania to ... (Twój znak rozpoznawczy dla podtrzymania chwili niepewności) ... ( i jeszcze jeden :D ) jest fajne i ciekawi mnie, czy wstawisz jednak elementy fantastyki. Bo się na to zapowiada. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń, bo co można powiedzieć o jednym rozdziale :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No zapowiada się nieźle ;D z chęcią przeczytam kolejne rozdziały

    OdpowiedzUsuń